Często zdarza się, że układamy sobie plan. Taki plan na życie. Może dotyczyć czegokolwiek. Nowej pracy, dzieci, wakacji… Planujemy wszystko dokładnie i z detalami. Przy podjęciu nowej pracy doskonale wiemy na co wydamy zarobione pieniądze, jak ułożymy sobie dzień. Planując wakacje mamy dokładną wizję tego, jak pojedziemy, co będziemy robić, jaki mamy budżet…

I nagle, w wyniku działań osób trzecich, albo żywiołu, albo choroby, albo czegokolwiek na co wpływu NIE MAMY, wszystkie plany stają się bezużyteczne. Bo wszystko dzieje się na opak. Nic nie jest takie jak w naszych pięknych, dopieszczonych planach.

Tak naprawdę może się wydarzyć cokolwiek i zniszczyć wszystkie plany.

Tak dzieje się naprawdę często. Ileż razy musiałam zmienić swoje plany, bo wydarzyło się coś, co je zniszczyło, a ja nie miałam na to wpływu??? Nie jestem w stanie zliczyć tych sytuacji. W samym październiku było ich co najmniej kilka. Jestem pewna, że Ty także pamiętasz takie sytuacje. Zarówno te, dotyczące wielkich planów (szkoły, nowej pracy, może przeprowadzki, czy dotyczących związków), jak i te, które dotyczyły popołudniowego odpoczynku zaburzonego przez wizytę rodziny albo nieplanowany wyjazd do dentysty z dzieckiem…

Każda taka zmiana planów wiąże się ze stresem. Zawsze. Mniejszym lub większym, ale zawsze. Jak sobie z nim poradzić?

Tak naprawdę każda z nas ma jakiś swój własny sposób. Bo albo można za każdym razem się wściekać i wtedy stres narasta (“zawsze jest tak samo”, “nic mi nie wychodzi”, “do niczego się nie nadaję”), albo pozwolić sobie za każdym razem na przeżycie wszystkich faz żałoby. Takiej samej jak po stracie kogoś bliskiego. Tylko przeżywanej łagodniej i nieco inaczej. Można też przyjąć – i ja właśnie kiedyś chciałabym tak umieć – że życie po prostu płynie i są sprawy, na które wpływu nie mamy. A to oznacza, że należy przyjąć to, co życie przynosi. I planować dalej, ale inaczej. Brać pod uwagę to, co się już wydarzyło.

Co oczywiście nie oznacza, że zawsze trzeba się ze wszystkim godzić. Wręcz przeciwnie – często trzeba zawalczyć o siebie. Ale pamięć o tym, że nie na wszystko mamy bezpośredni wpływ bardzo ułatwia życie.

pexels.com Lad Fury

Chciałabym kiedyś bez nerwów, tak po prostu, podejść do tego, że wszystko dzieje się na opak. Że moje piękne, dopracowane do ostatniego szczegółu, plany, po prostu wzięły w łeb i nic z nich nie będzie.

Niestety, nie potrafię. Chociaż potem, po czasie, kiedy patrzę wstecz, widzę, że to co się wydarzyło jest o wiele lepsze. Że cała zmiana wniosła więcej w moje życie, niż realizacja moich wymuskanych planów. Mimo to, ciągle się denerwuję i potrzebuję czasu na pogodzenie się z rozwojem wypadków.

Dlatego ciągle się uczę i nieustannie pracuję nad sobą. Bez przerwy. Wcale nie jest łatwo, ani przyjemnie, ale mam nadzieję, że przyniesie dobre rezultaty.