Rozdział 6

Kozłonogi stawił się u Feliksa równo o ósmej rano. Dostał zdjęcie piękności, podpisane: Maria Popielska, ul. Bajkowa 17. Konsultant nie silił się na żadne tłumaczenia, wyjaśnienia, nic. No trudno – inspektor będzie improwizował, kiedy będzie opowiadał, jak odnalazł zaginioną.
O ósmej piętnaście na komendzie spotkał się ze swoimi podwładnymi, Dyktatorem, Pierworodnym i ich obstawą. Poinformował wszystkich, że odnalazł dziewczynę na ulicy Bajkowej i właśnie po nią jadą.  Na miejscu okazało się, że w domu znajduje się kilka dziewcząt. Co jedna, to brzydsza. Żadna nie przypominała nawet odrobinę ślicznotki z fotografii. Każda za to uparcie twierdziła, że to ona jest tą właściwą. Wyszli z domu wściekli. Dyktator osobiście poinformował inspektora, że jeszcze dziś trafi na szubienicę. Pierworodny płakał, a podwładni Kozłonogiego byli całkowicie skołowani. Przecież takie pomyłki nie zdarzają się Feliksowi. Mieli nawet zapytać Ritę o to, bo wszyscy wiedzieli, że pracuje z Feliksem i wie wszystko.

Ale nie zdążyli, bo właśnie z drewutni wyszło brudne, zakapturzone dziewczę z zapałkami. Inspektor poprosił drżącym głosem i ze łzami w oczach, o ogień, by móc zapalić fajkę przed ścięciem.
Dziewczyna podeszła bliżej i inspektor mógł spojrzeć jej w oczy. I wtedy TO się stało. Zdjął jej kaptur i oczom wszystkich ukazała się przepięknej urody młoda kobieta. Inspektor jeszcze dla formalności chciał ją zapytać, czy nazywa się Maria Popielska, ale nie zdążył, bo Pierworodny już schwycił swoją ukochaną w ramiona. Wreszcie ją odnalazł!!!

W ciągu następnych kilku godzin wydarzyło się bardzo wiele. Najpierw konferencja prasowa, potem kąpiel i kosmetyk ukochanej Pierworodnego. Dopiero wtedy młodzi mogli ze sobą porozmawiać. A mieli wiele pytań. Maria w końcu dowiedziała się, że Pierworodny nie używa swojego prawdziwego imienia, bo uważa, że Książę z Bajki brzmi zbyt pretensjonalnie. A on z kolei dowiedział się, dlaczego nie mógł jej znaleźć w Social mediach – okazało się bowiem, że Marysia nie miała swojego smartfona, nie miała zatem dostępu ani do lekkoinstalatora ani do gęboksiążki…
Kiedy młodzi ludzie tak sobie gaworzyli, Kozłonogi zbierał pochwały.
Do
dyktatora podeszła staruszka. Na początku ochrona chciała ją od razu skazać na śmierć, ale Architorzak łaskawie pozwolił jej podejść, gdyż dla wszystkich to był  niezwykły dzień. Staruszka podała mu najpiękniejsze jabłko ze swojego koszyka, po czym nagle zniknęła. Architorzak ugryzł jabłko i… nagle padł na ziemię cały siny. Co prawda wezwano karetkę, prokuraturę i wojsko, ale dyktator zdążył się udławić, a staruszka rozpłynęła się w powietrzu. Jednak jakoś tak… nikt nie miał zamiaru jej szukać.
Po ingerencji Senatora
Wężowskiego, władzę oddano Księciu z Bajki i jego narzeczonej. Feliks siedział w swoim domu i z ogromną lubością i oddaniem pisał raporty. Piórem pożyczonym od Rity. Zaczarowanym. Ech… był naprawdę szczęśliwy. Potem podesłał je wszystkie Kozłonogiemu. A ten, bez czytania, na wszystkich przybił swoją nową, czerwoną pieczątkę: „Kozłonogi. Nadinspektor Generalny Armii”. 

Na koniec odbył się ślub. Ach… co to był za ślub! Całe imperium świętowało przez tydzień! Młodzi dostali mnóstwo prezentów. Ale najbardziej osobliwy był ten od wróżki chrzestnej. W ich basenie przyzamkowym pojawiła się wielka, złota ryba…
A reszta? Tomasz umówił się z Celiną, ale ich związek raczej nie przetrwa próby odległości. Rita tym razem nie napisała książki, bo nie chciała ujawniać prawdy o Wróżkocji. Za to została osobistą asystentką Feliksa i razem z nim rozwiązywała kolejne sprawy. Tylko kierowca w dalszym ciągu nie mógł się nikomu poskarżyć na swój ciężki los…

 

Opowiadanie nie jest przeznaczone na sprzedaż,
wszelkie zbieżności imion, nazwisk i postaci jest przypadkowe.
Magdalena Rolnik, 15.07.2019