niech pierwszy rzuci kamieniem.

Jesień sprzyja spacerowaniu i rozmyślaniu. Jesień, zwłaszcza taka piękna i kolorowa, sprzyja refleksji. A u mnie akurat ostatnio sporo tych refleksji, zwłaszcza w czasie, kiedy tyle się dzieje.

Jesteśmy po wyborach parlamentarnych. Prywatnie jesteśmy po rewolucjach związanych z terapią dzieci, ja zaczęłam szkołę, mąż zmienił pracę, dzieci zaczęły nowe zajęcia, częściowo zrezygnowały ze starych… Jednym słowem – ostatnio ciągle gonimy czas i siebie nawzajem. Ale nastrój jesienny wdziera się w nasze życie z każdej strony i w każdej chwili. Dlatego, mimo wszystko, znajdujemy czas na odpoczynek, wspólne celebrowanie jesieni i na refleksję.

magdalena.rolnikowie.pl/blog

I tak, po ostatnich wydarzeniach, znów zauważyłam, jak łatwo nam oceniać. Jak prosto ocenia się nam kampanię wyborczą, której nie organizowaliśmy. Jak prosto wypowiedzieć się który lider partii ma odejść, pomimo, że niewielu z nas (naprawdę niewielu) kierowało kiedykolwiek partią polityczną, organizowało kampanię wyborczą albo w ogóle organizowało coś więcej niż niedzielny obiad.

Podobnie jest z dziećmi. Tyle wiemy o wychowywaniu dzieci, zanim urodzi nam się pierwsze. Tak dużo wiemy o wychowywaniu rodzeństw, kiedy sami możemy poszczycić się całym jednym potomkiem. A kto jest największym ekspertem od wychowywania nastolatków?

Rodzice wiedzą wszystko o pracy nauczyciela. Mężczyźni są ekspertami od ciąż, porodów i laktacji. Ostatnio wszyscy jesteśmy ekspertami od zadań Senatu, a jeszcze jakiś czas temu w naszym kraju było najwięcej na świecie ekspertów od lotnictwa.

Komentowanie i udzielanie dobrych rad jest takie proste, kiedy siedzi się wygodnie w domu, przed klawiaturą komputera, albo smartfona.

Gorzej jest wtedy, kiedy trzeba coś zrobić. Ruszyć się z miejsca. Wejść w czyjeś buty. Spróbować zrozumieć. Dowiedzieć się czegoś więcej, niż podsuwa nam pierwszy wynik wyszukiwarki Google.

Bo świat nie jest wcale czarno-biały. Mimo, że w dzisiejszych czasach przepływ informacji jest ogromny i niczym nie skrępowany (no, prawie), to nie wiemy wszystkiego. Nie znamy doświadczeń i odczuć większości ludzi. Ba, często nie mamy świadomości WŁASNYCH doświadczeń i odczuć i tego, jaki mają na nas wpływ!

Ciężko nam podjąć refleksję nad sobą, nad swoim życiem. Przyznać, że nie wiemy wszystkiego najlepiej na świecie i nie mamy monopolu na jedynie słuszną i obiektywną prawdę. Bo obiektywna prawda nie istnieje. Każdy z nas ma swoją.

Ciężko przyznać, że czegoś nie wiemy, nie umiemy, nie znamy się.

A ugryzienie się w język i nie dodanie ostatniego słowa często jest nawet niemożliwe.

A życie byłoby o wiele piękniejsze, gdybyśmy po prostu nauczyli się rozmawiać. Słuchać siebie nawzajem. Nie oceniać, nie osądzać, nie krytykować.

To wcale nie jest łatwe. Coś o tym wiem. Nie tylko w rozmowach o polityce, o pieniądzach, ale chyba najbardziej w rozmowach z dziećmi, lub ludźmi, których uważamy za głupszych od siebie. Rozpoczęcie zmian od siebie to ciężka, tytaniczna wręcz walka. W dodatku nikt jej nie doceni, bo większość nawet jej nie zauważy. Czy w związku z tym warto?

Zostawię tutaj to pytanie. Zrób z nim co uważasz. Ja ci nie powiem. Pracuję nad sobą.