Rozdział 3

Feliks Piruet wiedział, że największe znaczenie dla sprawy ma kryształ. Dlatego najpierw pojechali do laboratorium go obejrzeć. Rzeczywiście –kryształ był duży, piękny, idealnie oszlifowany. I idealnie czysty. Nienaturalnie wręcz. Nie było można nic z niego wyczytać. Piruet kątem oka zauważył, że Rita dziwnie macha do kryształu. A może mu się wydawało? Nie, nie wydawało mu się. Musi się jej bliżej przyjrzeć, ale, póki co, nie może pokazać, że się niepokoi. Rita mogłaby nabrać podejrzeń i bardziej się pilnować. Feliks znów skupił się na krysztale. Chciał go zabrać ze sobą i przy okazji dowiedzieć się kto go szlifował.

Niestety, w tym samym czasie do laboratorium weszła armia żołnierzy w mundurach w kolorze ołowiu. Ich misją było zabrać kryształ. Feliks wiedział, że tym ludziom się nie odmawia. Żołnierze mieli zanieść kryształ do komnaty Pierworodnego Architorzaka Juniora. To był jedyny przedmiot, który był w stanie ukoić ból młodzieńca. Ojciec nie mógł patrzeć na cierpienie syna i kazał mu oddać pamiątkę po ukochanej. Jednak wiedział, że cierpienie (nie jego i nie jego synów) może być całkiem niezłym środkiem nacisku. Dlatego zaraz po wydaniu rozkazu swojej ołowianej armii wcisnął w telefonie cyfrę pięć i natychmiast połączył się ze swoim najbardziej zaufanym człowiekiem. Senatorem Wężowatym. Jak zwykle wydał tylko jeden komunikat i się rozłączył. Ale wciągu kilku minut stójkowa agentka opuściła swój posterunek, a agent Wilczyński zaczął pukać do okien małego domku, w którym mieszkało siedmioro dzieci.
W tym samym czasie Kozłonogi zaczął przesłuchiwać jedną z księżniczek, która była strasznie posiniaczona. Wyglądała jak typowa ofiara przemocy domowej, chociaż sama twierdziła, że to z niewyspania. Typowe. Na pewno nie miało związku ze sprawą z remizy, ale on dobrze wiedział, że im będzie się trzymał dalej, tym Feliks szybciej rozwiąże sprawę.
Feliks omiótł laboratorium wzrokiem, zobaczył kilkadziesiąt fiolek ze śladami zebranymi z dyskoteki i uznał, że nic ciekawego tam nie ma. Zabrał tylko listę świadków i zarządził wyjazd na miejsce zaginięcia. Paluchowski jęknął w duchu. Przecież tam na pewno wszystko zadeptane… Jednak nie odważył się powiedzieć tego głośno.

W remizie wziął się do pracy. Zaczął sprawdzać wszystko centymetr po centymetrze. W tym czasie jego tymczasowy szef opukiwał ściany. Zaglądał w każde lustro, a było ich  niemało. Dotykał i głaskał każdy kawałek tkaniny. O wszystkim, co robił, mówił głośno, a Rita dokładnie notowała. Czasem tylko na jej ustach błąkał się maleńki, ledwo widoczny uśmiech. Tomasz miał świadomość, że jak chce się skupić na pracy, musi się całkowicie wyłączyć. Włożył słuchawki do uszu i zajął się swoją robotą, słuchając swojej ukochanej grupy Brema. W sumie, to nawet lepiej mu się pracowało, bo wiedział, że jego idole grali tu feralnego wieczora.

czerwone zlenenie nr 378 magdale

Po siedmiu godzinach i dwudziestu dwóch minutach był gotowy. Wiedział dokładnie, że lepiej dla niego będzie, kiedy odczeka jeszcze osiem minut i dopiero wtedy odtrąbi koniec pracy. Jego szef najwyraźniej też miał taki plan. Dokładnie o 22:30 obaj oświadczyli, że skończyli. Feliks był niezwykle zadowolony, że jego podwładny zupełnie przypadkiem skończył w tym samym czasie co on. Rita tylko głęboko westchnęła, bo dla niej to wcale nie oznaczało końca pracy. Wręcz przeciwnie. Teraz najpierw Tomcio, a potem szef będą formułować wnioski, a ona musi wszystko dokładnie spisać. A jej pióro robiło się coraz bardziej leniwe. Ech…

– Niech już zaczynają, pomyślała – co chociaż noc spędzą w łóżku.
Pierwszy zaczął Tomasz. Po długim narzekaniu na fakt, że było naprawdę ciężko, oświadczył, że znalazł pestki dyni, drobne odciski stóp, wyraźnie wyróżniające się na tle innych, chociaż w większości zadeptane; długi,niefarbowany włos blond i kilka mysich włosów. Nie miał pewności, czy te mysie włosy mają jakieś znaczenie, bo w końcu to remiza strażacka i jest spora szansa, że jakieś myszy tu zimują. Ale, nauczony doświadczeniem pracy z Feliksem, wiedział, że nawet najdrobniejsze rzeczy mogą mieć znaczenie, toteż powiedział o tym znalezisku. I nie mylił się. Feliks był tym faktem niezwykle zainteresowany.

Konsultant za to bardzo dobitnie oznajmił, że w zaginionej płynie błękitna krew, ale nie była ona wychowywana w swojej arystokratycznej rodzinie i z pewnością lubi porządek. Zupełnie jak on. Poza tym dodał, że nie opuściła dyskotek i dobrowolnie i bardzo się denerwowała.
Skąd to wiedział?
Podobno wywnioskował to właśnie ze śladów stóp i z owych mysich włosów. No i z faktu, że zaginiona unikała stąpania po dywanach, po tym, że wszystkie zasłonki i firanki były równiutko poprawione. Wiedział również, że  zgubiony kryształ musiał odgrywać największe znaczenie, bo jest najbardziej niezwykły. Dlaczego zatem po niego nie wróciła?

Na dziś koniec. Cała ekipa dokładnie wie, że jak Feliks natychmiast nie wróci do domu, to się nie wyśpi, a to oznacza spore problemy nie tylko dla nich bezpośrednio, ale i dla inspektora, a także dla zaginionej, bo w sumie to nikt nie wie, czy coś jej nie grozi.