Pod koniec stycznia tego roku wybraliśmy się na wycieczkę do Fojutowa. To znaczy – taki był pierwotny plan. Wieś Fojutowo jest wyjątkowa z jednego, ważnego powodu. Krzyżują się tam dwie rzeki, jednak nie bezpośrednio. Jeden ciek wodny płynie wyżej, a drugi niżej. Ich wody nie mieszają się, ich kierunki są różne. Ale wyprawa niemalże siedemdziesięciokilometrowa po to tylko, żeby zobaczyć ten fenomen nie była zbyt atrakcyjna dla nikogo z naszej piątki. Co prawda w Fojutowie, niedaleko akweduktu, wybudowano fantastyczny kompleks z basenem, lodowiskiem i stokiem, ale póki ciągle walczymy z niskim napięciem mięśniowym dzieci, nie ma sensu płacić za wejście na stok, z którego i tak nie zjedziemy. W naszej, skomplikowanej sytuacji zdrowotnej w grę wchodziłby tylko basen. A ten mamy na codzień (zalecenia neurologa). W związku z tym zostało nam poszukanie innych atrakcji w okolicy. No i znaleźliśmy!
Co prawda około 30 kilometrów dalej, ale naprawdę było warto. Naszą wycieczkę zaczęliśmy od wsi Brusy-Jaglie. Jest tam przepiękna kaszubska chata, a zaraz za nią skansen pszczelarstwa i cudowne ule zrobione przez lokalnego artystę Józefa Chełmowskiego. Zresztą – nie tylko ule nas zachwyciły. Cudowne obrazy, malowane ściany, szafy, rzeźby, wieńce dożynkowe…. Wszystko co tam zobaczyliśmy wywoływało w nas całe mnóstwo “ochów” i “achów”. Obejrzeliśmy masę maleńkich dzieł sztuki, cudnych kolorów i fantastycznych, artystycznych żartów (wesołe barometry – godne polecenia!). Zresztą – zobaczcie sami chociaż część tych cudów:

Oczywiście, jeśli zwiedza się coś z dziećmi, trzeba koniecznie brać pod uwagę dostępność toalet. Niestety – tego dnia (sobota) chata kaszubska była zamknięta, a razem z nią zamknięty dostęp do toalety. Chciałam poszukać jakiejś stacji benzynowej albo czegokolwiek, ale nawet nie było kogo spytać, bo wieś była jakby uśpiona. Na szczęście jedna, przesympatyczna, pani kręciła się po podwórku i na moje pytanie o najbliższą toaletę pozwoliła naszej córci skorzystać ze swojej prywatnej. Bardzo byłyśmy jej za to wdzięczne. Dodatkowo, ta przemiła pani powiedziała nam, gdzie można dobrze zjeść w okolicy. No więc, jeśli będziesz kiedyś w Brusach, polecam Ci bistro Viking. Genialna pizza, która znikała tak szybko, że ledwo zdążyliśmy zdjęcia zrobić. Poza tym sympatyczna atmosfera, piękne dekoracje i dobra kawa.

Nasyceni duchowo i fizycznie pojechaliśmy do Fojutowa. Ponieważ był to jeszcze styczeń, szybko zaczął zapadać zmrok. Ale zdążyliśmy obejrzeć akwedukt i wejść na wieżę widokową. Nawet ja, z moim lękiem wysokości dałam radę. I dobrze, bo warto było. Widok z góry był fascynujący.

Wróciliśmy do domu wykończeni, ale naprawdę zadowoleni z udanej wycieczki. Na pewno wrócimy tam latem.