Dziś wyjątkowe, nietypowe święto. Dzień Wszystkich Fajnych.

Czyli kogo?

Czy ja mogę świętować? Co świadczy o mojej fajności (lub niefajności?) Ilość znajomych na Facebook’u? Status materialny? Ilość zaliczonych imprez?

Czy poziom fajności można zmierzyć?

Obawiam się, że nie. Ale mam też dobrą wiadomość – każdy z nas jest fajny. Ty, ja, sąsiadka i kuzynka koleżanki babci chłopaka tej nastolatki, którą dziś mijałaś. Dlaczego zatem nie lubisz wszystkich? To proste – każda z nas jest inna. Każda ma swoją historię i swój bagaż doświadczeń. Inaczej reagujemy na różne sytuacje. I czasem wkurza nas to, że inni reagują inaczej. Mają inne doświadczenia. Nie rozumieją naszego stanowiska. Nie są fajni. Ale nie są fajni dla nas. Bo dla innych mogą być najfajniejsi na świecie. Dla tych, którzy mają inną historię.

Ja też nie jestem fajna dla wszystkich. I nie będę. Wiem o tym. Tak jak i nie wszyscy są fajni dla mnie.

Dlatego mam prośbę. Do ciebie, do mnie, do każdej z nas. Szanujmy się nawzajem. Nie musimy się zgadzać. Nie musimy się lubić. Ale szanujmy swoje granice i granice innych. Nie narzucajmy innym naszego zdania. Czasem wydaje nam się, że wiemy lepiej co jest dobre dla innych. Ale często nie wiemy. Bo często nie wiemy co siedzi w sercu innych, jaka jest ich historia. Nie rozumiemy pewnych decyzji. Uważamy, że nasza religia/poglądy polityczne/miejsce zamieszkania/pomysł na związek/sposób wychowania dzieci/Bóg jeden wie co jeszcze jest lepsze i wszystkie kobiety świata powinny mieć takie same. A nie mają. I często nie chcą mieć.

Nie musimy nawet próbować się zrozumieć nawzajem. Po prostu się szanujmy. Wszystkie jesteśmy fajne.

Wszystkie.