Jest mi źle. Smutno.

W dniu, kiedy większość cieszyła się widoczną wszędzie dobrocią, przyjaźnią, pomocą, na oczach wielu ludzi zginął Człowiek. Kompletnie bezsensowna śmierć. Poniesiona za dobro.

Kolejna bezsensowna sytuacja – odpowiedzialnością za tę śmierć, hejtem, powszechną nagonką i próbą zaszczucia nie został obarczony zabójca, ale ktoś, kto był wtedy wiele kilometrów dalej, obserwowany w tym czasie przez wiele kamer. Człowiek, który mimo wszystko, dawał nam wiarę w ludzi. W ich dobro.

W ciągu ostatnich 27 lat, najpierw w pierwszą niedzielę roku, a od jakiegoś czasu w drugą, Polacy bawili się, dzielili tym co mają, pokazywali, że im zależy na innych. Mimo różnic pokoleniowych, mimo różnic światopoglądowych.

plakat autorstwa Andrzeja Pągowskiego

Pamiętam jak to się zaczynało. Wchodziłam wtedy w okres dojrzewania. Zaczynałam oglądać w telewizji programy młodzieżowe. A ponieważ wielkiego wyboru nie było, nie można było nie natknąć się na zwariowanego człowieka w czerwonych okularach, żółtej koszuli i czerwonych spodniach. Dużo gadał, ciągle się jąkał i często chrypiał pod koniec programu. Towarzyszyła mu Agata Młynarska. Dlatego w moim własnym slangu to nie był program „Róbta co chceta”, tylko „Młyn z Owsianką”.

Jurek Owsiak, bo oczywiście o nim mowa, od samego początku rozgrzewał serca i wydobywał z ludzi dobro. Zapalił wiele serc. W tym moje. Kurczę no, małolata byłam i niewiele o życiu wiedziałam. O wcześniakach miałam nikłe pojęcie. Ale pamiętam jak wrzucałam do pierwszych puszek swoje pieniądze. A nie miałam ich wiele. Nie dostawałam kieszonkowego, nie zarabiałam, moja rodzina do zamożnych nie należała. Pamiętam, jak długo zastanawiałam się gdzie przykleić pierwsze serduszka, żeby ich za szybko nie stracić, żeby się nie zniszczyły i żeby przypominały mi o akcji. W końcu dostawałam jedno, raz w roku. Potem, jako młoda kobieta bawiłam się na imprezach orkiestrowych, podziwiałam coraz bogatsze „Światełka” i zawsze wrzucałam coś do puszek, czasem coś licytowałam.

A potem… Potem urodzili się Oni. Trójka naszych dzieci. Z różnych powodów chłopcy po urodzeniu wracali do szpitala. I po urodzeniu, i później, nasze dzieci korzystały ze sprzętów oklejonych serduszkami. W pierwszej dobie cała trójka miała robione pierwsze badanie słuchu. Wyjątkowo ważne dla nas, ponieważ Irys ma niedosłuch. Potem kolejne badania – okulistyczne, kardiologiczne i wiele innych.

Od tego momentu zupełnie inaczej patrzę na dzieło Jurka Owsiaka. To już nie jest fajna zabawa raz w roku. To jest wielkie dzieło, które traktuję z szacunkiem i które pomogło żyć wielu ludziom. To już 27 lat – pierwsi korzystający z pomocy Orkiestry są już dorośli, prawdopodobnie mają swoje rodziny. Być może ich dzieci również zdążyły skorzystać ze sprzętów zakupionych przez fundację. I to wszystko przez tego jednego zwariowanego Człowieka w Czerwonych Okularach. On rozpalił ogień w wielu sercach.

Dziś wiem, że Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy to nie jednodniowa akcja. To całoroczna praca wielu ludzi. To nie tylko zbiórki w drugą niedzielę roku. To cały rok aukcji charytatywnych, licytacji, wpłat prywatnych. To dysponowanie ogromnymi pieniędzmi i zakup sprzętów dla potrzebujących. Nie tylko w wielkiej Warszawie. W każdym województwie, w każdym powiecie. To nie tylko tysiące uratowanych żyć, ale setki tysięcy badań, dzięki którym diagnozowano choroby na tyle wcześnie, żeby nie dopuścić do ciężkiego stanu. To setki tysięcy badań słuchu, dzięki którym rodzice mogą od razu reagować. To wiele innych dobrych rzeczy. Nawet nie jestem w stanie ich wszystkich wymienić…

Często spotykałam się z zarzutami, że Jurek Owsiak za dużo zarabia. Może i dla niektórych to jest dużo. Ale tak jak każdy – ma prawo do zarobków. Lekarze, którzy z powołania powinni leczyć chorych, za wizyty prywatne mają dość wysokie stawki.

A nie powinni, bo przecież ludzie chorują itd…

Bzdura. Mają do tego prawo. Tak jak prawo do wysokich zarobków mają terapeuci, nauczyciele, sędziowie i wiele innych, niedocenianych grup zawodowych.

Lepiej pomóc Caritas, bo on pomaga cały rok…

Orkiestra też pomaga cały rok. Nieustannie. Ale Caritas pomaga inaczej i Orkiestra pomaga inaczej. Nie wykluczają się, a wzajemnie uzupełniają. Tak jak inne fundacje – Akogo, JiM, fundacje ratujące konie, koty, czy fundacje wysyłające biedne dzieciaki na studia. Która z nich jest najlepsza? Żadna. Każda zajmuje się czymś innym. I dobrze. W naszym kraju jest wiele dziedzin, którymi trzeba się zająć. Wielu potrzebujących, których trzeba wspomóc.

Dzięki temu każdy z nas ma wybór – czy wspiera Orkiestrę, czy wspiera jadłodajnię dla bezdomnych, czy kupuje pieluchy dla domu samotnej matki, czy dokłada się dla kogoś na zrzutka.pl. A może nie daje nikomu ani złotówki, ale za to zawsze ma otwarte drzwi, kawę i cukier oraz wielki rękaw do wypłakiwania się cierpiącej sąsiadce.

Dobroć i wsparcie ma różne oblicza. Nie ma lepszych i gorszych.

Niestety, my, Polacy, podzieleni przez wiele lat sztucznymi podziałami – zaborami, komunizmem, polityką – nie potrafimy się zjednoczyć i uszanować swoich różnych poglądów. Nie jesteśmy tolerancyjni wobec siebie nawzajem. Nie potrafimy się kochać – tak po prostu. Daliśmy temu wyraz kilkukrotnie w ostatnich latach. Na przykład po śmierci Jana Pawła II. Ileż było deklaracji, że odtąd wszyscy będą wypełniać Jego testament, że będą darzyć się szacunkiem i kochać wzajemnie?

A katastrofa w Smoleńsku? Coś strasznego, co powinno zmobilizować wszystkich do wspólnej refleksji, skutecznie podzieliła naród do dziś. Zamiast wspólnej pracy, zaczęły się wyzwiska, obelgi i wzajemne szykany. Niezmiennie, od dziewięciu lat.

Od wielu już lat trwał również konflikt wokół Orkiestry. Część rodaków obrzucała Jurka błotem, próbowała za wszelką cenę udowodnić, że Fundacja nie ma z dobroczynnością nic wspólnego. Apogeum tych działań miało miejsce w niedzielę, w bardzo szczególnym momencie – podczas finałowego Światełka. W Gdańsku. W mieście Solidarności, w mieście, które symbolizowało walkę polaków o jedność. Z ręki nożownika zginął Prezydent. Tragedia, która nie powinna się wydarzyć. Nigdy. Nigdzie.

Ludzie – zwykli obywatele, w różnych miastach i miasteczkach, a nawet wsiach, wyszli na centralne place i w ciszy zapalili świece. Na znak protestu przeciw przemocy. Przez chwilkę znów zabłysło światełko nadziei na to, że może w końcu się dogadamy. Niestety – szybko zgasło. Pseudopolitycy i pseudodziennikarze natychmiast wykorzystali tę straszną zbrodnię żeby znów zaatakować Orkiestrę i samego Jurka Owsiaka.

Ten nie wytrzymał i oficjalnie, z drżącym głosem, zrezygnował z funkcji prezesa Fundacji.

Nie dziwię mu się. Każdy człowiek ma swoje granice.

Internauci natychmiast zaczęli kampanię społeczną na rzecz powrotu Jurka na stanowisko.

Nie wiem co postanowi. To jego decyzja, i jakakolwiek by nie była, uszanuję ją. Chciałabym tylko, żeby wiedział, że naprawdę mnóstwo ludzi go wspiera, jest mu wdzięcznych i darzy go ogromnym szacunkiem.

Owsiak zapowiedział, że Orkiestra będzie grała dalej. I będzie, bo ludzie tacy jak ja, jak mój mąż i dzieci, będą pamiętać i wspierać. Bez względu na to, kto będzie prezesem.

Jurku, jesteśmy z Tobą. Do końca świata i o jeden dzień dłużej.