Czy wiesz jakie są Twoje korzenie? Wiesz, skąd pochodzisz?

Być może odpowiesz, że z Polski. To przecież oczywiste. Ale… chodzi mi bardziej o to, czy znasz swój region. Swój folklor. Bo polskie tradycje folklorystyczne to dużo więcej niż łowickie wzory czy Zespół Pieśni i Tańca Mazowsze. To nawet więcej niż śląskie kluski z modro kapusto i rolado, koniakowskie koronki czy wielkopolskie dudy. Na naszej mapie jest tyle pięknych miejsc, tyle tradycji, koloru, muzyki, gwar… Tyle, że dziś już wszystko zanika. Górale i Kaszubi ciągle jeszcze kultywują tradycję ze względu na turystów. W innych miejscach gwara, ludowe wzory czy muzyka są w większości przypadków traktowane jako przeżytek, jako coś, co odchodzi z naszymi babkami. Jest zastępowane przez nowe, lepsze, ładniejsze, szaroszelągowskie.

Kiedyś, jako młoda dziewczyna, poddałam się temu trendowi. Irytowało mnie, kiedy ktoś używał gwary zamiast naszego pięknego, ojczystego języka. Wtedy nie kojarzyłam tego z gwarą, tylko konkretnie ze wsią. A że wówczas bardzo nie lubiłam wsi i wszystkiego, co się z nią kojarzy, uważałam, że powinnam się od tego odcinać jak tylko mogę.

Jakież było moje zdziwienie, kiedy przeprowadziłam się do Poznania (w końcu to duże miasto i ludzie powinni w nim mówić poprawnie…) i na każdym kroku słyszałam zupełnie nowe dla mnie słowa i sformułowania. Nie miałam pojęcia co to są “flepy” ale musiało to być coś ważnego, skoro słowa używał prawnik. Potem usłyszałam to słowo w sklepie, na ulicy, na bazarze, w wielu firmach…. I wiedziałam, że to słowo to gwarowa nazwa dokumentów. Żeby zrozumieć poznaniaków, musiałam się nauczyć, że do składu można jechać bimbą, że chodzi się w butach na korku, a na Halloween wystawia się korbol. Choć nigdy jakoś nie potrafiłam przyjąć tego, że Zajączek odwiedza dzieci w Wielki Czwartek a nie “normalnie”, czyli w Wielkanoc.

Dopiero już jako dorosła kobieta zaczęłam doceniać wszystko, co związane jest z naszą tradycją kulturową. Nasz kraj przecież początkowo składał się z różnych plemion. Potem granice zmieniały swoje położenie, żeby z czasem całkiem zaniknąć, a potem znów się pojawić. To wszystko ukształtowało naszą kulturę. Wpływy pierwszych plemion słowiańskich, pierwszych chrześcijan, zaborców i komunistów kiedyś było widać na każdym kroku. Dziś w większości tylko w muzeach. Niestety.

W mojej okolicy już tylko kilka osób używa gwary. W niewielu domach widać kociewskie maki czy borowiackie żółto-brązowe serwety, fartuchy czy poszewki. A szkoda. Można je jeszcze podziwiać w tucholskim muzeum, albo na folkowych festiwalach, których w regionie jest coraz mniej. Niewielu współczesnych artystów czy projektantów łączy wzory ludowe ze swoimi współczesnymi dziełami. Szkoda. Bo kiedyś jednak było bardziej kolorowo, weselej, i ludzie byli ze sobą bardziej zżyci. Łączyła ich wspólna gwara, wspólna kuchnia, wspólna muzyka. Dziś ludzi łączy coraz mniej. Czasami Facebook, czasem wspólne wakacje w Grecji, czasem zakupy w galerii handlowej. Nie twierdzę, że to jest złe i powinniśmy z tego zrezygnować. Nie. To nie tak. Takie mamy czasy i dostosowujemy się do nich. Ale moim zdaniem warto byłoby poznać swoją kulturę, swoje dziedzictwo, swój folklor. Choćby po to, by wiedzieć co ukształtowało nasz region. Dlaczego jest taki, a nie inny.

Ja, po przeprowadzce na wieś, zaczęłam na nowo odkrywać kulturę kociewsko-borowiacką, bo taka właśnie się miesza tu, gdzie mieszkam. Zaczęłam się w niej zakochiwać i wprowadzać jej elementy do naszego życia. To nie znaczy, że moje dzieci nagle stały się gzubami albo knapami. Ale pokazuję im nasz region, borowiackie hafty, kociewskie malowidła, piaseckie Sanktuarium (wbrew obecnym trendom, nie da się oddzielić historii kraju od historii kościoła) i czytam kociewskie legendy. I czasem zabieram na plachandry 🙂