Najtrudniej jest zdefiniować siebie, kiedy ciągle jest się w drodze. Moja droga jest kręta i zawiła. Pewnie jak każda. Ale każda, w tym również moja, jest jedyna i niepowtarzalna.

Urodziłam się w niewielkim mieście. Potem, jako dziecko, przeprowadziłam się z rodzicami na wieś. Och…. Jak ja nienawidziłam tej wsi… Więc jak tylko zdałam maturę wybrałam studia w mieście. Dużym. Może nie największym, ale jednak sporym. Poznań stał się moim domem. Tam studiowałam, tam pracowałam. Tam doświadczałam porażek i chwil szczęścia. Tam tworzyłam i kończyłam związki…

W końcu w Poznaniu poznałam też męża. Założyliśmy rodzinę.

Nie wszystko szło gładko i zgodnie z planem. Ale szło ciągle do przodu.

W pewnym momencie miasto mnie zmęczyło. Chociaż mieszkałam we własnym mieszkaniu, w dobrej lokalizacji, mogłam pracować i teoretycznie miałam wszystko, to jednak coś było nie tak…

W końcu razem z mężem podjęliśmy decyzję o przeprowadzce na wieś. Tak, tę znienawidzoną, z której kiedyś tak bardzo chciałam uciec…

Dopiero tu znaleźliśmy spokój i szczęście. Zwolniliśmy. Wyciszyliśmy się.

Było to nam wszystkim bardzo potrzebne.

Dziś mój mąż pracuje na etacie, nie robi milionów nadgodzin, popołudnia i weekendy spędza z nami. Ja pracuję w domu. Zajmuję się wszechogarnianiem. Dbam o logistykę, o to żeby było co jeść i żeby w domu było przytulnie. Pilnuję, żeby godziny terapii, wizyt lekarskich i zajęć dodatkowych się nie pokrywały. Żeby trójka dzieci, która chodzi do dwóch różnych szkół (niestety – ale już tylko do czerwca!) zawsze wszędzie była na czas. Żeby nasi dwaj autystyczni synowie mieli zapewnioną najlepszą pomoc i terapię jaką tylko możemy im zapewnić. Żeby nasza córka nie czuła się pomijana i żeby też miała różne możliwości rozwoju.

Poza tym – uwielbiam rękodzieło. Uwielbiam tworzyć. I czytać. I pisać. Kocham polski (a zwłaszcza tutejszy, borowiacki i kociewski) folklor. Potrafię wydać sporo na stare, piękne przedmioty. Ciągle zmieniam coś w domu. I często porządkuję swoje myśli przelewając je na papier. Ten prawdziwy – z celulozy. Za pomocą prawdziwego pióra. Takiego z atramentem.

Czasem też publikuję swoje myśli, swoje prace, nasze wspólne, rodzinne wyprawy… Piszę o tym, co przynosi życie. Co nas dotyczy.

Jeśli zatem masz ochotę poczytać o codziennym, może niezbyt zwyczajnym życiu niespełna czterdziestoletniej żony i matki, która mentalnie ma ciągle lat dwadzieścia… zapraszam!

Blog

Garść przemyśleń, przeżyć, frustracji i radości.

Czy ja jestem fajna?

Dziś wyjątkowe, nietypowe święto. Dzień Wszystkich Fajnych. Czyli kogo? Czy ja mogę świętować? Co świadczy o mojej fajności (lub niefajności?) Ilość znajomych na Facebook’u? Status materialny? Ilość zaliczonych imprez? Czy poziom fajności można zmierzyć? Obawiam Więcej…